RSS
czwartek, 08 lutego 2007
Czytelnictwo w Polsce, a wtórny analfabetyzm

Witam po ponad dwutygodniowej przerwie związanej z sesją. Jako, że ostatnio było lekko, a sesja obudziła we mnie naukowca, więc dlatego dzisiejsza notka jest o wiele bardziej poważna. Będzie nie dość, że poważnie to i naukowo, temat – czytelnictwo w Polsce.

Prasa:



Trochę ponad rok temu w swojej pierwszej pracy naukowej poruszałem ten temat, przypomniało mi się o tym przeglądając ostatni numer Biblioteki Analiz, która przytacza artykuł z Gazety Krakowskiej („Analfabeci są wśród nas”): W Polsce pogłębia się nie tylko analfabetyzm realny, związany z zaprzestaniem czytania, ale także analfabetyzm funkcjonalny - biją na alarm bibliotekarze. Coraz większa grupa Polaków, także tych czytających, nie rozumie komunikatów, z którymi ma do czynienia i nie potrafi wykorzystać ich w praktyce – napisała „Gazeta Krakowska”. Winę za to ponosi rozwój techniki. Młode pokolenie, wychowane przed telewizorem, z trudem radzi sobie z pisaniem i rozumieniem tekstów pisanych. „Widać to chociażby po lakonicznych wypowiedziach na forach internetowych, pełnych podstawowych błędów ortograficznych, świadczących o tym, iż młodzi ludzie nie opanowali zasad piśmiennictwa” – mówi dr Joanna Smól, językoznawca. I podkreśla, że ludzie oczytani lepiej wypadają w kontaktach z innymi osobami, na rozmowach kwalifikacyjnych, gdy starają się o pracę i w codziennych relacjach towarzyskich.

„Dziś trudno o skupionego, naprawdę zaangażowanego czytelnika” - przyznaje bibliotekarka i doradca metodyczny do spraw czytelnictwa Hanka Łobza. „W domach, na wygodnych kanapach siedzą analfabeci, którzy w ręce trzymają pilota i ani przez myśl im nie przejdzie, że można by go zamienić na książkę. Niektórzy nawet przestali kupować gazety. To oznacza, że zerwali jakikolwiek kontakt ze słowem pisanym”.

Z roku na rok pogarszają się wyniki sprawdzianu szóstoklasistów, egzaminu gimnazjalistów oraz egzaminów maturalnych. Jest to dowód na to, że polska młodzież nie rozumie tego, co czyta. Jedyna metoda: „Trzeba czytać” – mówi bibliotekarka Hanka Łobza. I nawołuje, by to rodzice zaszczepiali w dzieciach nawyk czytania. Warto przy okazji przypomnieć słowa Jima Trelease „Naród, który mało czyta, mało wie. Naród, który mało wie, podejmuje złe decyzje”.

Temat jest poważny, bo tylko osoby rozumiejący pisany tekst mogą przeczytać notki na salq.blox.pl.

Choć brzmi to zaskakująco, analfabetyzmem wtórnym i funkcjonalnym zagrożeni są nawet absolwenci szkół wyższych. Z badań przeprowadzonych pod patronatem OECD wynika, że co szósty magister znad Wisły to analfabeta funkcjonalny! W badaniach porównywano zdolności rozumienia tekstu i poradzenia sobie z wyczytanymi informacjami u mieszkańców siedmiu państw: USA, Kanady, Polski, Niemiec, Szwajcarii, Holandii i Szwecji. W każdym kraju obserwowano ok. 3 tys. osób. Okazało się, że Polacy gubili się przy odczytywaniu rozkładu jazdy pociągów czy mapki pogody (40%). Trzy czwarte rodaków bezradnie rozkładało ręce przy pytaniu, czy dostrzegają związek między dwoma wykresami (jeden dotyczył sprzedaży petard, drugi - liczby wypadków). W rezultacie na najwyższych (piątym i czwartym) poziomie znalazło się zaledwie 3% Polaków. Do dwóch najsłabszych grup zaliczono natomiast prawie 80% mieszkańców naszego kraju. Co trzeciego z nas uznano za analfabetę wtórnego lub funkcjonalnego. Zajęliśmy ostatnie miejsce w rankingu. To za tygodnikiem Przegląd.

Czytelnictwo wg. salq.blox.pl

 

Poniżej kilka fragmentów mojej pracy.

Bezpośredni wpływ na sprzedaż tytułów ma czytelnictwo, korelacja jest prosta, im więcej osób czyta, tym więcej kupuje. Według badań Biblioteki Narodowej oraz Eurobarometru opublikowanych w Bibliotece Analiz w 2004 roku średnio w Polsce 58% (wg badań BN) bądź 60% (wg Eurobarometru) osób czyta książki. Wydawcy oraz analitycy bardzo różnie podchodzą do tych wyników. Zdania są podzielone, tak naprawdę nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy jest to dużo czy mało i czy istnieje szansa na wzrost tych wskaźników. W porównaniu z 2002 rokiem zanotowaliśmy dwuprocentowy wzrost. Bez wątpienia wpływ na to miały tanie wydania książek dołączanych do gazet oraz coraz większa sprzedaż tytułów w hipermarketach. Niepokoi natomiast gwałtowny spadek czytelnictwa wśród młodzieży. Aż 25% młodych ludzi nie sięgnęło w 2004 roku ani razu po książkę, choć przecież ta grupa powinna czytać choćby z obowiązku lektury szkolne! Dwa lata wcześniej w tej grupie znalazło się 14% nie czytających. 58% Polaków przeczytało choćby jedną książkę, ale jej przypadkowy odbiorca nie może być traktowany przez wydawcę jako konsument docelowy. (...) Jeśli odejmiemy osoby, które czytają 1-2 książki w roku, grupa czytelników topnieje do 45%. Tylko 15% z nas czyta więcej niż 12 książek rocznie.

Najczęściej idziemy po książkę do biblioteki (45% czytających), w księgarniach zaopatruje się zaledwie 28% czytających, czyli około 15% ogółu społeczeństwa. Aż 16% osób kupiło w 2004 roku książkę w kiosku z gazetami, dość wysoka jest natomiast średnia wśród osób, które w ogóle kupują – najwięcej osób nabywa 4 tytuły w ciągu roku. 12% Polaków kupuje przynajmniej jedną książkę miesięcznie.

Polska słabo wypada na tle innych krajów Unii Europejskiej, średnia dla UE to 64% czytających. Słabego poziomu czytelnictwa nie można tłumaczyć tylko wysokim bezrobociem czy pauperyzacją inteligencji - Polacy nigdy nie czytali dużo. Wyjątkiem był rok 1992, w który nastąpił krótkotrwały boom – pojawiły się m.in. popularne serie romansów (np. Harlequiny) oraz sprzedawane w ogromnych nakładach sensacyjne powieści szpiegowskie Ludluma czy Forsytha, przez lata zakazywane przez cenzurę. Jeśli jednak spojrzymy w przeszłość jeszcze dalej, w latach PRL czytaliśmy tak samo mało jak dziś. Nadzieją napawa wzrost odsetka osób z wyższym wykształceniem, głównej grupy czytającej książki w Polsce. Dzięki nim sądzę, że nieznacznie może wzrosnąć ilość osób czytających, myślę jednak, że będzie to wzrost nie większy niż kilka procent.

A jeśli już czytamy,  to co?



Polska literatura współczesna utrzymuje zainteresowanie na bardzo wysokim poziomie. Spada za to popyt na beletrystykę tłumaczoną z języka angielskiego. Sukcesy odnosi rodzima proza i – co ciekawe – ostatnio także poezja. Książki W. Szymborskiej sprzedają się w nakładach ponad 50 tys. egz., a J.M. Rymkiewicza ponad 20 tys. jest to wynikiem nagród obu autorów, Nobla Szymborskiej i Nike Rymkiewicza. Poza tym jesteśmy jedną z potęg światowej poezji, od wielu lat polscy poeci są popularni na całym świecie. Tradycyjnie ogromną popularnością cieszyła się proza K. Grocholi – sprzedaż w okolicach 200 tys. egz.

Wśród najlepiej sprzedawanych autorów byli zarówno pisarze od lat obecni na czytelniczym rynku (J. Pilch, J. Głowacki) jak i autorzy, którzy debiutowali w ostatnich latach (I. Sowa, D. Masłowska, M. Gretkowska). Polskiego pisarza jest łatwiej wylansować – pomagają kontakty osobiste autora z dziennikarzami, stała dyspozycyjność, której efektem jest obecność w audycjach/programach, felietony w czasopismach etc. – pisze Ł. Gołębiewski. Ogromne promocyjne znaczenie ma literacka nagroda NIKE. Patrząc na poziom sprzedaży nagradzanych (a nawet nominowanych) książek, można zaryzykować osąd, że nagroda NIKE jest przez polskich czytelników stawiana wyżej od literackiego Nobla.

Wciąż wiele pozycji z list bestsellerów ukazuje się nakładem małych wydawnictw. Są to często firmy jedno-, dwu- osobowe. Wydawnictwo Kobra Media ma prawa do książek J. Chmielewskiej, które co roku rozchodzą się w nakładach sięgających 200 tys. egz. Wydawnictwo Nowa ma prawa do książek A. Sapkowskiego, a Lampa i Iskra Boża do D. Masłowskiej.

Z zagranicy wciąż wiele potencjalnych hitów umyka dużym wydawnictwom i trafia do firm o znacznie mniejszym potencjale. W ten sposób w ciągu kilku ostatnich lat swoją pozycję potrafiło zbudować wydawnictwo Albatros specjalizujące się w wydawaniu zagranicznych bestsellerów. Dzięki słabej kontroli zagranicznych rankingów sprzedaży książek przez duże wydawnictwa, Albatros zdołał pozyskać prawa autorskie do wielu atrakcyjnych autorów np. H. Cobena, G. Mastertona i innych. Dziś jest jednym z liderów wśród wydawców beletrystyki. Pomimo fenomenu Albatrosa, ciężko będzie powtórzyć ten sukces. Wydawcy, którzy dysponują środkami na promocję i zakup praw autorskich, w ciągu kilku lat zdominują polski rynek. Tak samo jest w innych krajach – od początku lat 80tych XX wieku obserwowaliśmy koncentracje kapitału na rynkach wydawniczych w Niemczech, Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. W 2003 roku ponad 78% miejsc na listach bestsellerów w USA obsadziło pięciu wydawców. W Polsce takiej tendencji jeszcze nie obserwujemy, ale możemy się jej spodziewać.

Bardzo silną pozycję wśród sprzedawanych tytułów ma ciągle rynek podręczników. Jego sprzedaż co roku oscyluje w granicach 600 milionów złotych (czyli prawie 1/3 sprzedaży całkowitej książek w Polsce), choć zaczyna powoli spadać. Rynek ten jest mocno obsadzony przez silne wydawnictwa, które powoli się konsolidują. Nie mają innego wyjścia, w Polsce zaczynamy mieć niż demograficzny wśród osób w wieku szkolnym, grupa docelowa zaczyna się kurczyć i co najgorsza nie widać wielkiej nadziei na poprawę – Polska w ostatnich latach notowała ujemny przyrost naturalny. Przetrwają więc tylko najsilniejsi, z największym kapitałem.

Udział wśród wszystkich czytanych książek poszczególnych rodzajów lektury (2002r. - źródło: Instytut Kultury i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej)

1. podręczniki szkolne - 27%
2. literatura dziecięco - młodzieżowa - 15%
3. powieści sensacyjne i kryminalne - 14%
4. science fiction, fantasy, horrory - 11%
5. literatura fachowa - 10%
6. wydawnictwa encyklopedyczne , poradniki - 9%
7. książki religijne - 7%

Udział wśród wszystkich kupowanych książek poszczególnych rodzajów lektur
(2002r. - źródło: Instytut Kultury i Czytelnictwa Biblioteki Narodowej)

1. podręczniki szkolne - 36%
2. encyklopedie - 26%
3. literatura fachowa - 13%
4. literatura dziecięco - młodzieżowa - 11%
5. poradniki - 10%
6. literatura obyczajowa - 7%
7. literatura sensacyjna i kryminalna 7%
8. książki religijne - 6%

 

Kończąc chciałbym wytłumaczyć się z tematu – tak, bardzo mnie to boli, tłumaczenie, że Polak nigdy dużo nie czytał nie przekonuję mnie, chciałbym aby statystyki poszły w górę. Wierzę w akcje a’la „Cała Polska czyta dzieciom”, wierzę, że się zmieni. Niech za przykład służą nam Hiszpanie: Bardzo ciekawym i oryginalnym sposobem na promowanie czytelnictwa popisał się hiszpański Instytut Cervantesa. Pewien 35-letni taksówkarz dostał ponad 600 euro za przeczytanie „Don Kichota”, czyli książki, która w Hiszpanii jest lekturą szkolną.

niedziela, 21 stycznia 2007
Grbavica - Jasmila Zbanić



Złoty Niedźwiedź na berlińskim festiwalu na ogół jest gwarantem dobrego kina. I trochę żal, że filmy tam nagrodzone nie zawsze wchodzą do polskich kin (jak zeszłoroczny U-Carmen eKhayelitsha lub film twórcy Drogi do Guantanamo – Na tym świecie) lub wchodzą z dużym opóźnieniem jak Spirited Away: W krainie bogów (dwa lata po światowej premierze trafia do Polski), w ostatnich latach chlubnym wyjątkiem był Głową w mur, który już kilka miesięcy po premierze światowej trafił na polskie ekrany.




W 2006 roku Berlinale niespodziewanie wygrał (i to w kilku kategoriach) film J. Zbanić pt. Grbavica (na rynku brytyjskim bądź francuskim znany jako Esma’a Secret). Było to o tyle zaskakujące, że film był bardzo rzadko wymieniany w gronie faworytów – o wiele rzadziej niż np. Droga do Guantanamo. Sama autorka filmu Jasmila Zbanić, przy werdykcie nie kryła zdziwienia: Będę bardzo spokojna, bo to wszystko tylko mi się śni i za pięć minut obudzę się w Sarajewie. Śnię o tym, że jestem na tej scenie, śnię o tym, że jestem w Berline. Film od tego weekendu można zobaczyć w polskich kinach – oczywiście jak się ma szczęście, ponieważ jest grany tylko w nielicznych miejscowościach.



Jasmil Zbanić to utytułowana reżyserka filmów dokumentalnych, Grbavica jest jej fabularnym debiutem, debiutem niezwykle udanym. Widać tu ogromne doświadczenie wyniesione z dokumentów, autorka nie manipuluje nami, przedstawia nam obraz z lekkim dystansem - to widz ocenia i wyrabia sobie zdanie o tym co widzi.



Sama fabuła filmu nie jest skomplikowana, tytułowa Grbavica to dzielnica Sarejewa, która w trakcie wojny bałkańskiej została zmieniona w obóz jeniecki dla muzułmanów. Na ekranie przyglądamy się losom dwójki mieszkańców Grbavicy – samotnej matki Esmy oraz jej 12letniej córki Sary. Poznajemy je w momencie zorganizowanie klasowej wycieczki, na którą Sara bardzo chce jechać, a Esma niezbyt ma pieniądze (200 euro jest dla niej sporym wydatkiem). Esma podejmuje pracę w nocnym klubie – dodatkowo w dzień jest krawcową oraz pobiera pieniądze z unijnego funduszu dla ofiar wojny. Wybawieniem z niekorzystnej sytuacji ma być zwolnienie z opłat dzieci, które straciły podczas wojny swoich szahidzkich ojców – Esma zawsze powtarzała, że ojciec Sary był szahidzkim bohaterem..



Na tym etapie łączymy się z bohaterami, sama historia jest prosta i uczciwie opowiedziana, jednakże nie za to film dostał nagrody. Ciekawsze rzeczy dzieją się jakby w tle, gdy zaczniemy zdzierać kolejne plastry. Film opowiada o losach okaleczonych mieszkańców Sarajewa, obserwujemy bośniackie pokolenie kolumbów i ich dzieci. Wydaje się nam, że patrzymy na normalne europejskie miasto. Fakt, że na niektórych murach mamy ślady dziur po nabojach, ale równocześnie widzimy narodziny kapitalizmu. Poznajemy układy miasta, gdzie mafia ma nadal dużo do powiedzenia, słuchamy propozycji płatnych morderstw i słyszymy teksty a’la: „Czasem myślę, że podczas wojny ludzie bardziej się kochali”.



Z każdą sceną czuć coraz większą traumę, którą dźwigają mieszkańcy Sarajewa, czuć niezabliźnione rany, które nierzadko nie zabliźnią się do końca życia. Widzimy twardą prozę życia. Problemy nastolatków, są inne niż w Polsce, w Sarajewie wylewa się łzy jeśli twój tata nie był Szahidem. W Grbavicy oglądamy zabawy dzieci z pistoletem, zresztą pistolet odgrywa główną rolę w kulminacyjnej scenie filmu..



Jest to ten typ filmów, które wynosi się ze sobą z sali kinowej. Zbanić opowiedziała nam historię w sposób bezpośredni i prosty, unikała efektów specjalnych i melodramatycznych dodatków – opowiedziała nam pozornie zwykłą historię - dialogi są niewymuszone, podobnie jak gra aktorów (na szczególne pochwały zasługuje Miriana Karanović – znana z filmów Kusturicy). No i oczywiście Sarajewo w tle, miasto w Polsce kompletnie nieznane. Wszystko to tworzy piękny, uczciwy obraz ukazujący okaleczenia, które zostawia po sobie wojna. Wojna, której w filmie pozornie nie ma, a którą pomimo tego czuć w każdym kadrze.



Grbavica jest alternatywnym filmowym komentarzem na temat wojny bałkańskiej do Underground’u Kusturicy. Oba tytuły jednak więcej różni niż łączy (mimo dotknięcia przez Zbanić podobnego tematu forma i wnioski są inne), podobnie jest z ich autorami. Zbanić wielokrotnie wyrażała się krytycznie o Kusturicy – który jest niejako zdrajcą, bo przecież pomimo, że urodził się w Sarajewie, wyrzekł się swojego bośniackiego pochodzenia, wyprowadził się do Belgradu i uznał się za Jugosłowianina. Smaczku dodaje zaproszenie przez Zbanić do swojego filmu najlepszej aktorki Kusturicy, czyli wspomnianej już Karanović. Osobiście nieważne są dla mnie wzajemne prztyczki z jednej czy z drugiej strony, cieszę się, że na mapie mistrzów tworzenia filmowych fabuł przybyło nam kolejne ważne nazwisko. Miejmy nadzieję, że kolejne filmy będą równie dobre.



Z ciekawostek Wikipedii - mało kto wie o tym, ale dzisiejsze Sarajewo jest podzielone na część chorwacko-muzułmańską i serbską. Wydzielenie serbskiej części Sarajewa, nieoficjalnie nastąpiło w wyniku podpisania układu pokojowego w Dayton w 1995 roku, a tym samym wskutek podziału Bośni i Hercegowiny na dwie części: Federację Chorwacko-Muzułmańską i Republikę Serbską. Serbskie Sarajewo istnieje oficjalnie od grudnia 1998 roku. Jednak nie jest częścią właściwego Sarajewa, tylko drugim miastem. Przed ostatnią wojną w byłej Jugosławii, oba Sarajewa stanowiły jedną całość. Serbskie Sarajewo jest zamieszkiwane w 98% przez Serbów. Między oboma miastami nie ma muru granicznego, jak było to kiedyś w przypadku Berlina. Mieszkańcy Sarajewa właściwego i Sarajewa Serbskiego, mogą swobodnie przechodzić z jednej części miasta do drugiej. Serbskie Sarajewo jest biedniejsze od Sarajewa właściwego i bardziej zniszczone po ostatniej wojnie. Występuje tu ogromne bezrobocie. Znajduje się tutaj Uniwersytet Wschodniego Sarajewa.

Poniżej zamieszczam kilka zdjęć Grbavicy znalezionych w internecie.



 





I tradycyjnie trailer (niestety znalazłem tylko z dubbingiem, jeśli się nie mylę włoskim :/ ) oraz link do oficjalnej strony filmu.


1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26

Kontakt